eGospodarka.pl

eGospodarka.plNieruchomościAktualności › Pandemia zatrzymała ceny mieszkań

Pandemia zatrzymała ceny mieszkań

2020-06-29 12:50


Ceny mieszkań wyhamowały


Nie powinno ulegać wątpliwości, że wiosna przyniosła bardzo wyraźne zmiany na rynku mieszkaniowym. Wzrosty cen mieszkań idące na początku roku w kilkanaście procent (w ujęciu r/r), zastąpiła stabilizacja. Nawet i bez niej wartość subindeksu badającego zmiany cen nieruchomości (0,897) sugerował stateczną normalizację sytuacji w tym zakresie – wynika z danych HRE Think Tank.

Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym przypadku wspomniana normalizacja wyraźnie przyspieszy i już w drugim kwartale subindeks cen powinien spaść. Wszystko dlatego, że od marca do maja ceny ofertowe w stolicy pozostają na poziomie niemal niezmienionym (Dane Sonar Home sugerują przecenę na poziomie mniejszym niż 1%).

W perspektywie roku HRE Think Tank prognozuje dalszą stabilizację z możliwością niewielkich odchyleń. Wykluczamy przy tym możliwość większej niż kilkuprocentowa korekta cen i to nawet jeśli kryzys weźmie górę, wzrośnie bezrobocie, płace Polaków przestaną rosnąć, a banki nie tylko nie poluzują kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jeszcze mocniej zakręcą kurki z pieniędzmi. Powód jest prosty - przed epidemią nasz rynek nie rósł zbyt mocno (np. na tle innych krajów Europy), a jego fundamenty były racjonalnie oparte o rosnącą zamożność społeczeństwa przy niewielkiej skali spekulacji. Punkt startowy mamy więc zupełnie inny niż na przełomie lat 2007/8, a ówczesne wyceny kryzys zrewidował zaledwie o kilkanaście procent.

Hamulcem dla spadków cen jest też podejście samych sprzedających. Zarówno osoby fizyczne, jak i deweloperzy nie są skorzy do obniżania stawek. Ważne są przy tym kluczowe dla osób fizycznych czynniki psychologiczne (niechęć do sprzedaży z dyskontem) czy brak alternatywy dla kapitału. Deweloperzy zwracają uwagę na takie kwestie jak wysokie koszty czynników wytwórczych (ziemia, robocizna, materiały), skromna oferta mieszkań na sprzedaż przy ograniczaniu nowych inwestycji czy dobre fundamenty finansowe.
Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt, że w pierwszym kwartale br. deweloperzy w 7 największych miastach mieli do sprzedania trochę ponad 44 tysiące lokali. Przy dotychczasowym tempie sprzedaży oznacza to, że oferta wyprzedana zostałaby w ciągu 7-8 miesięcy (Dane JLL). Deweloperom niestraszne powinny być więc nawet spadki sprzedaży o 30-40%. O ile ponadto nie dojdzie do fali rezygnacji z kupionych wcześniej lokali, to firmy budujące mieszkania nie powinny mieć powodów do stosowania zachęt w postaci obniżek cen.
Do tego każdy miesiąc hamowania nowych inwestycji oznacza, że oferta staje się coraz bardziej przebrana. Tę zmianę potwierdzał już w pierwszym kwartale subindeks sektora budownictwa, który HRE Think Tank także bierze pod uwagę przy okazji opracowywania syntetycznej oceny kondycji rynku mieszkaniowego w Polsce. Już w okresie od stycznia do marca mieliśmy do czynienia z coraz mniej dynamicznym rozpoczynaniem nowych projektów przez deweloperów.
Wiązaliśmy to z brakiem działek. W kwietniu dane GUS sugerują jednak ponad 40-proc. spadek liczby rozpoczynanych inwestycji i ponad 20-proc. spadek liczby wydanych pozwoleń na budowę. W tym wypadku na wynik cieniem położył się lockdown i wynikające z niego zatory natury administracyjnej.

fot. mat. prasowe

Szanse i zagrożenia dla rynku mieszkaniowego

Szansą dla rynku nieruchomości jest oczywiście spadek oprocentowania lokat bankowych.


Właściciele z finansowymi poduszkami


Z punktu widzenia rynku mieszkaniowego bardzo ważna jest oczywiście też kondycja finansowa gospodarstw domowych. Te wydają się dziś przygotowane na ewentualne perturbacje znacznie lepiej niż w latach 2007/8. W efekcie nie mamy poważnego ryzyka masowego przejmowania mieszkań przez kredytujące nabywców banki. Powodów jest przynajmniej kilka.

Dziś większość Polaków (61%) posiada oszczędności, czym w 2007 roku mogła się pochwalić mniej niż co czwarta osoba (23%) (Dane CBOS). Na stabilność finansową rodzin wpływają też pieniądze wypłacane w ramach programu 500+. Jest to o tyle ważne, że ukredytowienie rodzin jest trzy razy wyższe niż gospodarstw domowych bez dzieci (Szacunki HRE Investments oparte o dane Eurostatu). Gdyby tego było mało, to dokonane przez RPP cięcia stóp procentowych oznaczają dla przeciętnego posiadacza złotowego kredytu mieszkaniowego spadek odsetek o 30-40%. Nawet po doliczeniu kapitałowej części raty statystyczny kredytobiorca powinien musieć oddawać do banku co miesiąc o około 10-15% mniej niż przed nastaniem epidemii.

Jeśli ulga jest niewystarczająca, to banki zaoferowały też wakacje kredytowe. Dzięki nim przez okres od 3 do 6 miesięcy można zawiesić spłatę raty lub przynajmniej jej części. Do tego nawet jeśli ktoś z bankowych wakacji kredytowych skorzystał, ale potem popadł w problemy ze względu na utratę pracy lub źródła dochodu, to rząd postanowił zaproponować ustawowe 3-miesięczne bezpłatne wakacje kredytowe. Pomysł jest elementem tarczy 4.0.

Jeśli i to nie wystarczy, to ostatnim rozwiązaniem pomocowym jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Jest to propozycja dla posiadaczy kredytów mieszkaniowych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji (straciły pracę lub rata pochłania sporą część dochodu). Takie osoby mogą dostać pożyczkę na spłatę kredytu hipotecznego. Pożyczka ta (do 2 tys. złotych przez 3 lata) jest nieoprocentowana, a poprawnie spłacana będzie częściowo umorzona.

Lepsza gwarancja niż dopłata do wykończenia


Rząd rozważa też wprowadzenie ulgi podatkowej dla osób młodych zasiedlających nowe domy lub mieszkania. Mowa jest o kwotach od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Problem w tym, że pieniądze mają trafiać do beneficjentów dopiero po zakupie lub wybudowaniu domu lub mieszkania. Nie jest to więc pomoc dla osób, których dziś nie stać na zakup, ale wsparcie z opóźnieniem tych, którzy kupili. Dlaczego z opóźnieniem? Ulga ma być rozliczana w rocznym zeznaniu PIT.

Lepszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby to, co zaproponowano w Nowej Zelandii. Chodzi o zastąpienie wymagań odnośnie wkładu własnego państwową gwarancją. To mogłoby wyraźnie ułatwić młodym osobom zakup pierwszego własnego mieszkania. Szczególnie dla młodych podnoszone obecnie przez banki wymagania dotyczące wkładu własnego to realna bariera w drodze do własności. Oczywiście mówimy tu o osobach mających pracę i posiadających zdolność kredytową, ale takich, które nie mają odłożonego 20-proc. wkładu własnego. W takim właśnie przypadku rządowa gwarancja zastępująca wkład pozwoliłaby ubiegać się o kredyt, bo banki miałyby zabezpieczenie w formie obietnicy rządu, że jeśli kredytobiorca nie będzie spłacał długu, to państwo pokryje część zadłużenia.

Ostatecznie hamulcem dla przecen powinny być wcześniej wspomniane fundamenty rynku mieszkaniowego – znacznie bardziej racjonalne niż kilkanaście lat temu, czyli pod koniec ostatniej hossy. Wtedy królowały zakupy spekulacyjne - Polacy kupowali mieszkania dla wzrostu ich wartości. Dowód? Na lokacie mogli zarobić więcej niż na wynajmie. Popularne były przy tym systemy zakupu np. 10/90. Polegał on na tym, że 10% ceny wpłacane było na etapie dziury w ziemi, a 90% dopiero przed odbiorem kluczy. To spowodowało później masowe rezygnacje z kupionych w ten sposób mieszkań. Mało tego, kilkanaście lat temu głównym motorem rynku był kredyt. Nawet jednak wtedy po szalonych wzrostach cen idących w dziesiątki procent rocznie kryzys sprowadził wyceny mieszkań w dół o zaledwie kilkanaście procent w ciągu kilku lat.

Dziś sytuacja wyjściowa jest zupełnie inna. Kondycja mieszkaniówki była przed epidemią zdrowa i nie mieliśmy do czynienia z bańką na tym rynku. Nawet więcej - abyśmy mogli mówić o bańce na miarę tej z przełomu lat 2007/2008, ceny mieszkań musiałyby się niemal podwoić. Wskazują na to twarde dane pokazujące, ile metrów mieszkania w dużym mieście można kupić za przeciętną pensję albo jaką część wynagrodzenia należałoby wydać na ratę kredytu zaciągniętego na zakup mieszkania.

Co więcej, w ostatnim czasie mieszkania kupowane były przede wszystkim za gotówkę i bardzo rzadkie były wcześniej opisane systemy zakupu (np. 10/90). Do tego przez wiele lat wynagrodzenia Polaków rosły szybciej niż ceny mieszkań. Dopiero od około dwóch lat mieliśmy do czynienia z sytuacją odwrotną, ale dysproporcja nie była duża, bo wzrostom cen mieszkań tylko trochę ustępowały szybko rosnące wynagrodzenia.

Michał Cebula, prezes

poprzednia  

1 2

oprac. : eGospodarka.pl

Oceń

0 0

Podziel się

Poleć na Wykopie

Poleć artykuł znajomemu Wydrukuj

Skomentuj artykuł Opcja dostępna dla zalogowanych użytkowników - ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ SIĘ

Komentarze (0)

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1

Wpisz nazwę miasta, dla którego chcesz znaleźć jednostkę ZUS.

Wzory dokumentów

Bezpłatne wzory dokumentów i formularzy.
Wyszukaj i pobierz za darmo: